Imprezy nadchodzące

Kultura techno na szklanym ekranie PDF Drukuj Email
Dodał Angel   
Czwartek, 23 Marzec 2006 16:11
Telewizja ma to do siebie, że lubi wszystko to, co barwne i kontrowersyjne. Nic dziwnego więc, że koło szeroko pojętej kultury techno nie mogła przejść obojętnie. Nie sposób zliczyć wszystkich filmów związanych z tym zagadnieniem. Na dobrą sprawę, nawet telewizyjną relację z imprezy czy zwykły wideoklip można nazwać produkcją filmową poświęconą muzyce elektronicznej. Są jednak pozycje bardziej warte uwagi, i dotyczy to zarówno filmów fabularnych, jak i dokumentalnych.

Niektóre filmy fabularne, poruszające temat kultury techno, są z nią ściśle związane. Inne wykorzystują tylko niektóre motywy. Akcja wielu z nich toczy się na Ibizie, która awansowała do rangi raju dla imprezowiczów. Większość z nich to komedie. Dlaczego? Dobre pytanie. Być może atmosfera towarzysząca imprezowaniu sprzyja komediowym żartom i gagom. Z tych wszystkich produkcji w pewien sposób wybija się „It’s all gone Pete Tong”, kanadyjsko-brytyjski komediodramat.

It’s all gone Pete Tong” to historia życia znakomitego dj-a – Frankie’go Wilde (w tej roli Paul Kaye), który urodził się z wrodzoną wadą słuchu. Pomimo tego chciał normalnie żyć i, przede wszystkim, chciał grać. Nawet, gdy nie słyszał już zupełnie na jedno ucho, nie porzucił tego, co kochał najbardziej, czyli muzyki - i grał dalej, na wzór Beethovena, który u schyłku życia tworzył będąc zupełnie głuchym. Dopiero postępująca utrata słuchu zmusiła Frankie’go do wycofania się ze sceny.
„It’s all gone Pete Tong” to sympatyczna i całkiem udana komedia. Jednak tylko pozornie jest to film „lekki, prosty i przyjemny”. W gruncie rzeczy jest to smutna historia o dramatycznej walce muzyka z utratą sensu życia, jaki stanowią dla niego dźwięki. Jest ona tym bardziej przejmująca dla każdego człowieka zakochanego w muzyce, który jeździ na imprezy, słucha ulubionych utworów i nie zastanawia się, jak wyglądałoby jego życie, gdyby to wszystko po prostu zniknęło i gdyby nagle przyszło mu żyć w zupełnej ciszy.
Film „It’s all gone Pete Tong”, chociaż jest raczej świeżą produkcją (2004), już doczekał się miana „kultowego”.  Pojawiają się w nim znani w świecie muzyki elektronicznej dj-e: Pete Tong, Tiesto, Carl Cox, Paul van Dyk. Oczywiście grają samych siebie. Do tego film upiększają sceny prosto z Ibizy oraz bardzo dobra muzyka. Przedstawia on najciekawsze fakty z życia głównego bohatera, a kończy się tak, jak było naprawdę – nagłym i tajemniczym zniknięciem Frankie’go z życia publicznego. Koniec końców, Frankie na dobre przestał grać i zamieszkał z żoną w willi na swojej ukochanej Ibizie. Podobno pogodził się z utratą słuchu ...
Na oficjalnej stronie filmu - www.itsallgonepetetong.com - krótki opis działalności Frankie’go Wilde rozpoczyna się słowami „Frankie znaczył tyle dla miksowania, co Hendrix dla gitary elektrycznej” ... Niby „tylko” komedia, a jednak przejmująca i dająca dużo do myślenia.

W całkowicie innym tonie jest utrzymana komedia zatytułowana „Chłopaki na Ibizie” (oryginalny tytuł – „Kevin & Perry Go Large”). Bohaterami filmu są dwaj ciamajdowaci, dojrzewający młodzieńcy, tytułowi Kevin i Perry. Chłopaki marzą o życiu, jakie według nich prowadzą dj-e, czyli o imprezach, dziewczynach i powszechnym podziwie. Pewnego pięknego dnia trafia im się możliwość wyjazdu na wymarzoną Ibizę. Pod jednym warunkiem – z rodzicami Kevina ... Podczas swojej podróży po Ibizie, chłopaki chcą korzystać z życia, jak tylko się da – próbują podrywać dziewczyny (przez większość filmu z marnym skutkiem), chodzą do klubów, poznają też swojego idola, wielkiego dj-a, niejakiego Paula Gałkę.
„Chłopaki na Ibizie” nie jest bynajmniej komedią zbyt wysokiego lotu, jednak być może dzięki temu ciekawszy wydaje się być kontrast pomiędzy chwilami topornym humorem a bardzo ładną ścieżką dźwiękową, na którą składają się w dużej mierze znane i lubiane utwory trance’owe. Scenka przedstawiająca naszych nieporadnych bohaterów, zmartwionych kolejnym niepowodzeniem, a w tle przygnębiające dźwięki „Adagio for Strings” – tak mniej więcej wygląda ten film. A do tego oczywiście pięknie prezentująca się Ibiza. Muzyka i widoki przyjemne, ale generalnie film jak film, chociaż fanom mało wyszukanego i trochę oklepanego humoru w stylu „American Pie” może się spodobać :)

Warto w tym miejscu wspomnieć o kolejnej „techno-komedii”, nowej, bo z 2005 roku. W „Hey dj”, bo tak nazywa się ten film, pojawiają się nie tylko znani dj-e (Carl Cox, Ferry Corsten, Tiesto – jako oni sami), lecz również całkiem nieźli aktorzy, np. Charlotte Lewis.  

Zupełnie inną kategorię produkcji stanowią filmy dokumentalne. Chyba każdy rodzaj muzyki „dorobił się” już przynajmniej kilku dokumentów, mniej więcej takich, jak wyprodukowani kilka lat temu „Blokersi”, film Sylwestra Latkowskiego, próbujący zobrazować polską rzeczywistość hip-hopową. Kultura techno jest kolejnym wdzięcznym tematem dla twórców filmów dokumentalnych. Chociaż zdarzają się produkcje przesadzone, wręcz demonizujące tą muzykę i imprezy, większość z nich stara się jednak podejść do zagadnienia ze zrozumieniem i pokazać w obiektywny sposób zarówno te pozytywne, jak i ciemniejsze strony kultury klubowej.  

Jakiś czas temu miałam okazję obejrzeć nagrywany bodajże z HBO film dokumentalny zatytułowany po prostu „Kultura techno”. Ten amerykański film został nakręcony w konwencji typowego dokumentu – trochę wywiadów z osobami zaangażowanymi w kulturę techno, trochę zdjęć z różnych imprez (m.in. z pierwszych Love Parades), trochę wspomnień i ciekawostek. Poza tym praktycznie każdemu ważniejszemu gatunkowi muzyki elektronicznej poświęcono przynajmniej kilka minut. Pojawiają się tam tacy artyści, jak Carl Cox, Roni Size, Spooky, Kraftwerk, BT.
W filmie poruszono kilka wątków szczególnie ważnych dla osób obracających się w świecie imprez i muzyki elektronicznej. Carl Cox otwarcie opowiada o problemach, jakie miał z policją – o tym, jak skonfiskowano jego sprzęt, a jego samego aresztowano na czas weekendu tylko po to, żeby uniemożliwić mu zagranie na imprezie. Przytoczona jest tez historyjka o zupełnie niezorientowanych w muzyce techno policjantach, którzy podczas jednej z imprez kazali odłączyć sprzęt, bo myśleli, że zakręcone dźwięki wydobywające się z miksera wskazują na to, że jest on ... zepsuty. W filmie poruszony jest też odwieczny temat narkotyków, jednak bez zbędnego histeryzowania. Wypowiadający się w programie ludzie w większości są przeciwnikami tego rodzaju używek, irytują się też, że kultura techno jest przesadnie i zupełnie niepotrzebnie utożsamiana z „twardymi narkotykami”.
Podsumowując – ciekawa, obiektywna produkcja, warta obejrzenia, a z pewnością mogąca być wskazówką dla potencjalnych reżyserów filmów dokumentalnych związanych z muzyką elektroniczną.

Swoją drogą, Carl Cox wyraźnie upodobał sobie występowanie w różnego rodzaju filmach związanych z kulturą techno. W 1998 roku pojawił się w innym filmie dokumentalnym poświęconym temu zagadnieniu, a mianowicie w kanadyjskim „Hang the dj”. Zresztą nie on jeden – do tej produkcji zaangażowano też takich artystów, jak Roger Sanchez, Q-Bert czy Danny Tenaglia.

Jednak prawdziwą superprodukcją w dziedzinie dokumentów związanych z muzyką elektroniczną jest pewien stosunkowo krótki film o Ibizie. Kilka lat temu niejaki Cyrus K. Gazvini wpadł na pomysł nakręcenia obrazu w całości poświęconego „klubowemu sercu Europy”. Sam zabrał się za scenariusz, produkcję i montaż. Swój film kręcił w najlepszych klubach Ibizy (Privilege, Amnesia, Eden), rozmawiał z wybitnymi przedstawicielami muzyki trance (Armin van Buuren, John ”00” Fleming) oraz ze zwykłymi klubowiczami, tłumnie przybywającymi na wyspę. W ten sposób powstał film dokumentalny „Dzieci Ibizy”. Produkcja robi wrażenie. Jest dynamiczna, kolorowa, utrzymana w atmosferze luzu i wolności. Wypowiadający się w filmie młodzi ludzie przyjeżdżają na Ibizę w jednym celu – żeby zaszaleć. W dzień wypoczywają na plaży w gorącym słońcu i odsypiają zarwane noce, a wieczorami zwiedzają liczne kluby i bawią się do białego rana, a nawet jeszcze dłużej. Twierdzą, że Ibiza wcale nie jest przereklamowana – jej wizerunek w mediach jest w 100% prawdziwy. W filmie nie brakuje też „obowiązkowego” nawiązania do tabletek extasy jako do nieodłącznego atrybuty kultury techno, a co za tym idzie życia na Ibizie.
Film jest zgrabnie zmontowany, spójny i działa na wyobraźnię. Wyróżnia się też przepiękną ścieżką dźwiękową, w skład której wchodzą znakomite utwory trance – „As the Rush Comes”, „The Eternal”, „Communication”, „Airwawe” formacji Rank 1 oraz inne. Jeśli produkcja miała na celu zachęcić fanów imprez i muzyki elektronicznej do wyjazdu na Ibizę, to doskonale wywiązała się z tego zadania.

Jak widać, kultura techno w mediach operuje nie tylko dźwiękiem, lecz nieraz również obrazem. Czy poświęcone jej filmy w pełni oddają istotę i urok muzyki elektronicznej i życia klubowego? Niektóre na pewno tak, chociaż jest to kwestia gustu. Czasami jednak warto je obejrzeć chociażby dla samej satysfakcji przekonania się, że gdzieś na świecie jakiś filmowiec pamięta o istnieniu czegoś takiego, jak kultura techno, i stara się pokazać jej specyfikę jak najszerszej widowni.


Wszystkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozprzestrzenianie artykułu bez zgody autora jest zabronione! Prawo chronione przez ustawę z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych: Dz.U. z 1994 r. Nr 24, poz. 83.







Komentarze (1)Add Comment
0
...
Napisane przez dj ickarus, 17 kwiecień, 2010
A gdzie jest Berlin Calling??!!

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy