Imprezy nadchodzące

Wywiad z Mariką [Laif 2003] PDF Drukuj Email
Dodał Dagmara   
Środa, 06 Grudzień 2006 15:19
Laif: Jak wyglądały początki twojej błyskawicznej kariery?

Marika: Od dawna byłam totalnie pochłonięta clubbingiem. Dwa lata temu zaczęłam pracę jako kelnerka, żeby zarobić na sprzęt. Potem grywałam w kotleciarniach z CD-ków przeboje, żeby cokolwiek zarobić i rzetelnie składałam kasę. Dziewięć miesięcy temu udało mi się uzbierać na mikser i gramofony. Dowiedziałam się, ze kursy dla didżejów to jedna wielka lipa i zaczęłam ćwiczyć sama w domu.

Laif: Przygotowywałaś się do konkursów tylko dziewięć miesięcy? To okres dobry chyba na ciążę, ale chyba za krótki na naukę?

Marika: I tak ćwiczyłam bardzo mało. Godzina dziennie i tyle. Na początku robiłam wszystko chaotycznie, lecz gdy już zrozumiałam, na czym rzecz polega, zaczęłam grać ze smakiem. Ćwiczyłam Miksy do mementu, w którym byłam całkowicie zadowolona z efektu.

Laif: I przez ten czas publicznie grałaś tylko w kotleciarniach?

Marika: Nikt w mieście nie wiedział, że zbieram na sprzęt i winyle, które sprowadzałam z Londynu (mam tam kilka zaprzyjaźnionych sklepów, które przysyłają mi swoje katalogi). Słyszano tylko o jakiejś Marice zmieniającej CD w kotleciarniach. Ja tymczasem uczyłam się grać na gramofonach i denerwowałam się, ze nie mam gdzie puszczać mojej muzyki.

Laif: I?

Marika: I tak kiedyś szłam sobie załamana i zrezygnowana przez Wrocław i zobaczyłam plakat Oakiego. Poszukiwali nowych talentów, więc pomyślałam, ze spróbuję i może uda mi się wyrwać z tego strasznego miasta. Zgłosiłam się i wkrótce zadzwonił Dredy z informacją, że za dwa dni gram w Poznaniu. Na początku żałowałam, ze wydałam na benzynę. Przede mną dwaj kolesie grali funky, które jest zawsze dobrze odbierane przez publikę. Z progressive jest inaczej. Albo się to muzykę lubi, albo nie. Na szczęście ludzie w Eskulapie byli świetni! I już nie było ważne czy wygram. Występowałam tylko dwadzieścia minut, ale dla nich mogłabym grać jeszcze trzy godziny non stop – taka z nich biła energia. Zwyciężyłam. Zyskałam pewność siebie i pozytywne nastawienie do świata. Pojechałam na finał do Warszawy. Poziom był bardzo wysoki, ale okazało się, ze najbardziej podobam się właśnie ja.

Laif: Czym, twoim zdaniem, kierowało się jury?

Marika: Teraz już to wiem, bo miałam okazję porozmawiać z Oakenfoldem. Graliśmy potem razem w Grecji. Chwalił moja charyzmę i twierdził, że mam to coś. Daniel Devoli powiedział mi: „Ci faceci na konkursie grali świetnie technicznie, but that’s oldschool baby! Technikę może sobie wypracować każdy, liczy się kontakt z publicznością”. A gdy ludzie dobrze się bawią do mojej muzyki, tak się cieszę, ze czasem zapominam nawet czegoś zmiksować! Bardzo przezywam muzykę.

Laif: I w tym leży twoja siła. Dzięki niej nikomu nieznana Marika stała się zwyciężczynią konkursu Heinekena (2003) i koleżanka Oakenfolda!

Marika: Heineken dał mi szansę zaistnienia. Wcześniej słuchali mnie różni didżeje i zachodzili w głowę, kim jest ta laska. Zresztą do tej pory nie mogę grać progressive w rodzinnym mieście. We Wrocławiu scena klubowa jest na przerażająco niskim poziomie. Kolesie nawet nie wiedzą, jak to się pisze. Jest kilku dobrych didżejów, ale muszą nieźle kombinować, by się jakoś pokazać. Sami robią plakaty i wynajmują sale.

Laif: Opowiedz o nagrodzie Heinekena.

Marika: Dostałam pieniądze, które przeznaczyłam na sprzęt i miałam wyjechać do Grecji, zobaczyć, jak wygląda ichni wielki finał. Dwa dni przed wylotem powiadomiono mnie, że nawet tam zagram. Wcześniej żadnym finalistom nie proponowano wyjazdu i dalszych występów. Najpierw miałam didżejować przez godzinę na jednej imprezie – co już było dla mnie szokiem – a wkrótce dowiedziałam się, ze będę grac na dwóch. Spakowałam winyle i poleciałam!

Laif: Ile case’ów?

Marika: Szczerze? Nie brałam dodatkowego bagażu, żeby za niego nie dopłacać (śmiech). Obwinęłam pieczołowicie płyty majtkami, żeby się nie połamały i poupychałam w różne miejsca. Bardzo się troszczę o moje winyle i nie pozwalam ich nikomu dotykać, nawet własnemu facetowi.

Laif: Jak wyglądała impreza w Grecji?

Marika: Było cholernie gorąco. Może dlatego ludzie trochę niemrawi, w balety ruszają dopiero późno w nocy.

Laif: A jak udała się współpraca z Oakenfoldem?

Marika: Bardzo! Obiecał, ze przyjedzie do Polski zobaczyć, jak mi idzie. Jak się żegnaliśmy powiedział, że jestem jeszcze młodym didżejem, ale obiecującym i jest pewien, że będę sławna (śmiech).

Laif: Didżejem, a raczej didżejką. Jak się czułaś jako jedyna kobieta wśród samych mężczyzn w konkursie?

Marika: Podobno byłą jeszcze jedna dziewczyna, ale nie zdążyłam jej poznać, bo odpadła gdzieś w przedbiegach. Nikt chyba nie zwrócił uwagi na fakt, że jestem odmiennej płci. Wszyscy byli skupieni na tym, co robią. Ja byłam bodaj najbardziej wyluzowana osobą z tego towarzystwa i dobrze się bawiłam. Nie mam zdania na temat facetów, którzy byli ze mną w finale. Nie mieliśmy szansy się poznać. Kontaktuję się do tej pory tylko z ojcem Karolem. Choć gramy zupełnie inną muzykę, złapaliśmy dobry kontakt i bardzo go polubiłam.

Laif: Nie masz jeszcze zawodowych koleżanek?

Marika: Dzisiaj poznałam Carlę Rocę i Dianę. Muzycznie bardzo się różnimy, choć naszym wspólnym mianownikiem jest mocne brzmienie. Mocne baby są lepsze niż takie rozklejone cipki. Jesteśmy chyba kobity zbuntowane, czy jak, he, he. Teraz jest ciągle mało dziewczyn na scenie i przez to stanowimy atrakcję turystyczną. Laska za deckami? Super! Faceci we Wrocławiu przychodzili sobie popatrzeć i niejednokrotnie nasłuchałam się od tamtejszych didżejów niemiłych rzeczy. Raz nawet manager klubu odłączył prąd w całym lokalu, gdy chciałam zagrać kawałek progressive. Ludzie się świetnie bawili, impreza się rozkręcała, a ten oznajmia, że takiej muzyki się u niego nie gra. Ostrzegano mnie wielokrotnie: „Marika, słuchaj, dlaczego wszyscy we Wrocławiu Graja tak samo, a ty zawsze musisz wyskoczyć z czymś innym? Jeżeli nie zmienisz swojej muzyki, będziemy musieli poważnie porozmawiać!”. Teraz, gdy zostałam doceniona przez ludzi znaczących coś w świecie muzycznym, nikt już nie śmie wyskakiwać do mnie z takimi tekstami. Wstydzą się.

 Laif: Zamierzasz zostać we Wrocławiu?

Marika: Nigdy! Tam mieszkam, studiuję i pewnie jeszcze nie raz będę musiała zagrać w kotleciarni, żeby zarobić winyle, ale potem uciekam. Zawód didżeja na daje stałych zarobków, tylko rezydenci dostają stałe pensje. A ja ciągle musze mieć nowe płyty i nie mogę czekać z założonymi rękoma. Teraz jestem w ciągłych rozjazdach. Przestałam być osoba anonimową i zgłaszają się do mnie agencje blokingowe oraz ludzie z różnymi propozycjami. W Grecji spodobał się mój set i Heineken zaproponował mi sety w Libanie. Właśnie wróciłam. Zagrałam na ośmiu imprezach. Tam ciągle króluje muzyka orientalna. Są wierni swoim tiidiidiidii-trabkom.

Laif: Jak przyjęto twój progressive?

Marika: Byłam zdziwiona, bo niektórzy przyszli specjalnie, żeby posłuchać mojego seta. Znali mnie w Internetu i przychodzili po autografy. Byłam w szoku! Myślałam, że się pomylili. Tam po raz pierwszy zagrałam na plaży. Ja walczyłam z piaskiem na gramofonach, a barman oblewał biuściaste laski alkoholem. Taki show, turyści pstrykali fotki, a woda piękna, błękitna... Bardzo ciekawe doznanie.

Laif: Plany?

Marika: Dzięki nagrodzie heinekena kupiłam sobie Sammler Rolanda i teraz go rozpracowuję. Chcę coś wkrótce nagrać w studiu. Będę wtedy wysyłać wszędzie gdzie swoją dymówkę. Harmonogramem moich występów zajmują się agencje blokingowe.

Laif: Nie boisz się więc już o swoja karierę?

Marika: nigdy się nie bałam! Zawsze wiedziałam, że cos osiągnę. Gdyby nie konkurs, byłabym teraz w Londynie. W razie przegranej, miałam spakować walizę, wyjechać do Anglii i tam próbować szczęścia. Jestem uparta, wiem czego chcę, jakby mnie wywalili drzwiami, weszłabym oknem.

Laif: Czy tę postawę wzorowałaś na jakiejś idolce?

Marika: Oczywiście! Na mojej ulubionej bajkowej postaci: dziewczynce za deckami!


                                                                                     Rozmawiał: Łukasz Figielski
                                                                                Laif 14 [wrzesień/październik 2003]



Komentarze (1)Add Comment
0
Najlepszy set wszechczasów MARIKA @ HEIN
Napisane przez Greta_Justyna, 06 listopad, 2009
Od dziecka słucham muzyki elektronicznej i nigdy nei zdarzyło mi się jeszczed usłyszeć takiego setu-nic dodać nic ująć! od 6 lat podziwiam jej twórczość (pascha london też zajebiste ale jednak at heineken

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
LAST_UPDATED2