Imprezy nadchodzące

Wywiad z Paulem van Dyk'iem [2005] PDF Drukuj Email
Dodał Angel   
Piątek, 16 Czerwiec 2006 21:11

Czy kiedyś, na początku, przypuściłbyś, że to wszystko zajdzie tak daleko?


Paul van Dyk: Nie, absolutnie nie. Na samym początku, gdy dopiero zaczynałem moją przygodę z muzyką, szczytem marzeń było dla mnie dostanie się na listę 100 najlepszych dj-i, więc nawet nie myślałem o tym, że mógłbym w ogóle kiedykolwiek znaleźć się na 1 miejscu. Zresztą, w tamtych czasach z dj-ami nikt nawet nie chciał rozmawiać. Byli uważani za dziwaków sterczących gdzieś w kącie, podczas, gdy cała sala się bawi. Obecnie ta sytuacja diametralnie się zmieniła.

Dorastałeś w komunistycznym NRD. Jakie były Twoje pierwsze przeżycia związane z muzyką tameczną?


PvD: Przede wszystkim, ten rodzaj muzyki dawał mi duże „pole manewru”. Podobała mi się muzyka bez wokalistów, którzy mówiliby mi, co mam czuć i co mam myśleć. Wszystko opierało się wyłącznie na instrumentalizacji i na znajdywaniu sposobów, jak umiejętnie łączyć dźwięki ze sobą. Wywarło to na mnie ogromny wpływ. To było coś, co sprawiało mi autentyczną przyjemność.

Kilka lat później, po upadku Muru Berlińskiego, zacząłem odwiedzać kluby w Berlinie. To z pewnością było ekscytujące, ale chwilami wprawiało mnie w pewną konsternację. W Berlinie bowiem królowało wtedy przede wszystkim minimalistyczne techno w stylu „detroit”, a tymczasem mnie fascynowały wszystkie gatunki muzyki elektronicznej. 

Jak uważasz, czy muzyka elektroniczna zrobiła postępy? A może wprost przeciwnie, nieco osłabła?

PvD: W chwili obecnej, muzyka elektroniczna jest najlepiej rozwijającym się rodzajem muzycznym. Ma to oczywiście związek z jej charakterem. Ta muzyka jest bardzo atrakcyjna. Wciąż pojawiają się jakieś nowe elementy, inspiracje, które skłaniają producentów do poszukiwania nowatorskich rozwiązań. Coś w stylu „reakcji łańcuchowej”. Ta muzyka wciąż się rozwija, ewoluuje, jest otwarta na nowości. I to jest w niej najpiękniejsze.

W Twojej muzyce pojawia się wiele wątków politycznych. Bierzesz też udział w różnego rodzaju akcjach dobroczynnych. Skąd u Ciebie takie zainteresowanie tymi kwestiami?

PvD: Pierwszy powód mojego zainteresowania sprawami socjalnymi i politycznymi z pewnością ma związek z atmosferą, w jakiej dorastałem. Drugi powód to odczucia, jakie wywołał we mnie pierwszy pobyt w Indiach. Był to w zasadzie jeden z kluczowych momentów w moim życiu. Zdałem sobie sprawę z tego, że jest wiele rzeczy, które my, jako ludzie, moglibyśmy robić lepiej. Wcześniej zdarzało mi się wspomagać różne akcje charytatywne, jednak nie byłem w to autentycznie zaangażowany. To zmieniło się dopiero po wizycie w Indiach. Widziałem tam dzieci żyjące w skrajnej nędzy. Już w trakcie pobytu skontaktowałem się z niemieckim konsulatem w Indiach i uzyskałem informacje na temat organizacji charytatywnych. Od tamtej pory wspomagam organizację, która nazywa się Akanksha. Pomagam jej oczywiście pod względem finansowym, ale czasami również wykorzystuję fakt, że ludzie czytają wywiady ze mną, i za ich pośrednictwem staram się przekazać różne ważne rzeczy – na przykład to, że każdy z nas powinien się zaangażować w różne akcje dobroczynne, starać się zmieniać świat dla tych ludzi, dla tych dzieci.

Wciąż jesteś w to przedsięwzięcie mocno zaangażowany?

PvD: W tej kwestii będzie wiele do zrobienia i będę działać dopóty, dopóki Akanksha nie będzie już w ogóle potrzebna w Bombaju. W tej chwili wciąż niezbędny jest duży nakład pracy i czasu, trzeba się poświęcać. Myślę, że rzeczą bardzo istotną przy tego typu pracy jest skupienie się na kilku najważniejszych jej aspektach, a nie rozmienianie się na drobne, na zasadzie „trochę tu, trochę tam”. To bardzo ważne. Istotną kwestią jest również uświadamianie ludziom, że nie wszystko na świecie zmierza w dobrym kierunku.

Poza tym, jestem w trakcie przygotowywania specjalnej, charytatywnej płyty dla „Dance for Life”. Stanowi ona część specjalnej kampanii Narodów Zjednoczonych przeciwko problemowi AIDS w Afryce. To świeży projekt, jednak w jego realizację wkładam nie mniej serca, niż w inne, nad którymi obecnie pracuję.

Jak wyglądało Twoje dzieciństwo?

PvD: Hm. Byłem wychowywany przez samotną matkę. Tak naprawdę to nie mieliśmy praktycznie nic. Dorastałem w komunistycznym kraju, który miał niesamowite problemy gospodarcze. No a poza tym, moja mama, jako kobieta samotnie wychowująca dziecko, nie zawsze spotykała się z powszechną akceptacją ze strony społeczeństwa... Wychowywałem się w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Gdy opuściliśmy NRD, rozpoczęliśmy poszukiwania azylu. Właściwie nie mieliśmy nic, moja mama nie miała pracy. Ja byłem za młody na jej podjęcie, ale zacząłem rozglądać się za jakąś praktyką.

Najgorszy moment w moim życiu nastąpił wtedy, gdy dostawałem jedną markę na dzień i zastanawiałem się, co z nią zrobić – czy powinienem kupić w tym dniu coś do picia, czy coś do jedzenia. Czegoś takiego nie zapomina się do końca życia, nawet wtedy, gdy zarabiasz dużo pieniędzy. Takie doświadczenia uczą, jak doceniać każdą rzecz, przez cały czas. Zapewne moje przeżycia z okresu dzieciństwa i wczesnej młodości to jeden z powodów, dla których teraz czuję się zobowiązany, żeby robić coś dobrego.

Odczuwam niemalże fizyczny ból, gdy widzę umierające z głodu dzieci. Tak nie może być, to jakiś obłęd. Właśnie dlatego teraz sam staram się coś z tym robić. Tak jak powiedziałem, warunki, w jakich dorastałem, prawdopodobnie w znaczny sposób odbiły się na moim obecnym życiu.

Wziąłeś udział w „Rock the Vote”. Co skłoniło Cię do zaangażowania się w ten projekt?

PvD: Jednym z elementów naszej „zachodniej cywilizacji” jest system demokratyczny. A dobra demokracja zależy od tego, jak silni są jej obywatele, w jakim stopniu angażują się w jej budowanie. Im więcej osób to robi, tym silniejszy i lepszy jest ten system.

Podczas kampanii „Rock the Vote” bardzo starałem się nie zdradzić po sobie, na kogo bym zagłosował. Nie uważam za dobry pomysł mówienia komukolwiek, na kogo powinien głosować.

Myślę, że wielu obywateli państw zachodnich, w szczególności Stanów Zjednoczonych, uważa, ze demokracja im się należy, że mogą mieć ją „za darmo”. Ostatnio coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że to nie jest takie proste. Powinniśmy się angażować, działać.

OK, zostawmy kwestie polityczne (w końcu jesteś muzykiem). Jak sądzisz, na jakim etapie rozwoju jest teraz muzyka taneczna?

PvD: Na bardzo wysokim, i wciąż ewoluuje.

Domyślam się, że to samo dotyczy również mojego kolejnego pytania, czyli „dokąd zmierza”?

PvD: To jest generalnie świetna sprawa. Jak już mówiłem, ten rodzaj muzyki rozwija się szybciej niż jakikolwiek inny. To wynika z jej natury. Jest interesująca, przyciąga ludzi. Wciąż pojawiają się w niej jakieś nowe nurty, widać nowe wpływy. Nigdy nie wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się dany nurt. Muzyka taneczna trafia do serc.

Gdy rozmawiasz z ludźmi, którzy kochają tą muzykę, mogą przez długie godziny opowiadać ci z pasją, dlaczego tak ją uwielbiają. Właśnie dlatego jest ona tak silna. Dlatego objęła swoim zasięgiem cały świat. Dlatego jednoczy różne pokolenia, rasy, obywateli państw ze wszystkich zakątków świata, wyznawców różnych religii.

Czy odczuwasz potrzebę poeksperymentowania ze swoją muzyką w inny sposób, niż większość Twoich fanów od Ciebie oczekuje?

PvD: Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad tym, czego ktoś ode mnie oczekuje, a czego nie. Gdybym pewnego dnia zrobił ankietę z pytaniem „Proszę, napisz, czego się spodziewasz po mojej następnej produkcji”, prawdopodobnie otrzymałbym milion diametralnie różniących się od siebie propozycji, których i tak bym nie uwzględnił podczas pracy nad utworem.

Tworząc muzykę, muszę mieć określony pomysł i wprowadzić go w życie najlepiej, jak tylko potrafię. Następnie proszę ludzi, aby posłuchali gotowego utworu, żeby go poczuli. Jeśli im się podoba, to wtedy jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Jeśli nie, to niestety, nie mogę już nic więcej zrobić. Tworzę muzykę w taki sposób, który mnie wydaje się najbardziej odpowiedni.

Ostatnio, w ramach eksperymentu, zebrałem profesjonalną orkiestrę, wspólnie z którą tworzę klasyczne aranżacje moich szesnastu utworów. Kompozycje te będą też zawierać elementy elektroniczne. To jest bardzo ciekawy eksperyment, chociaż może się zdarzyć tak, że niewiele osób będzie nim zainteresowanych. Jednak jest to wyzwanie dla mnie jako dla artysty i zobaczymy, jak się to skończy. Koncert będzie zagrany na żywo w niemieckim radio. Posiadamy wszystkie prawa do tej muzyki, lecz nie wiemy, w jaki sposób wykorzystamy ją później. Koncert będzie filmowany, powstanie w ten sposób program dla niemieckiej telewizji. Nie wiemy jeszcze, czy wydamy go na DVD. To jest eksperyment. Nigdy nie wiadomo, co z niego wyniknie.

Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

PvD: Pracuję już nad materiałem na mój następny album. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, ukaże się on w przyszłym roku.



Wywiad został przeprowadzony 19.12.2005 r. przez Juliana Leutholda.
Tekst jest przetłumaczony z oryginalnej wersji, która znajduje się na stronie http://www.clubplanet.com/




Komentarze (0)Add Comment

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
LAST_UPDATED2