| Wywiad z Jackiem Sienkiewiczem |
|
|
|
| Dodał Dagmara |
| Wtorek, 20 Czerwiec 2006 17:04 |
|
Jacek Sienkiewicz to jeden z najbardziej znanych i utytułowanych polskich producentów muzyki techno. Jest warszawiakiem, urodził się w 1976 roku, a jak o nim piszą: muzyką interesował się "od zawsze". Po fascynacji hip-hopem na początku lat 90. przyszła kolej na techno - muzykę wówczas mało znaną w naszym kraju.
Przywiezione z Berlina winyle zaczął prezentować jako DJ, ale fascynacja brzmieniami z Detroit i minimalem była tak silna, że wkrótce zdał sobie sprawę, że bycie prezenterem to zbyt mało. Efektem prac nad własnymi produkcjami była płyta "Recognition" wydana w 1996 roku, dostrzeżona przez wąskie wówczas grono fanatyków gatunku, którą zdobył sobie uznanie zarówno w kraju jak i za granicą. Recognition to także nazwa niezależnej wytwórni płytowej, którą założył, by popularyzować utwory własne i zaprzyjaźnionych wykonawców. Utwory z debiutanckiej płyty oraz EP-ek zwróciły uwagę zagranicznych DJ-ów, w tym niemieckiej legendy techno - Svena Vatha, dla którego Jacek zremiksował jeden z utworów. Kontakt zaowocował kontraktem podpisanym przez polskiego producenta z należącą do Vatha wytwórnią Cocoon, której agencja koncertowa zajmuje się również bookingiem występów Sienkiewicza. W 2001 roku Cocoon Records wydała album "Techne", a rok temu trzeci longplay "Displaced". Poprzez te albumy oraz występy na żywo (live-acts) stał się artystą znanym za granicą i zyskującym coraz szersze grono fanów. Swoje utwory na EP-kach wydał także w kilku innych niezależnych wytwórniach, jak Klang Elektronik, WMF czy prezentowana na naszych łamach Trapez. Pod koniec zeszłego roku Jacek Sienkiewicz występował w polskich klubach przy okazji promocji projektu Absolut Tracks, dla którego utwory skomponowali prócz niego m.in. DJ Vadim i Wally Lopez. Jest pionierem, popularyzatorem i po trosze wizytówką muzyki techno w naszym kraju. Zawsze sympatyczny i chętny do porozmawiania o muzyce opowiedział nam o swojej ostatniej płycie i projektach na przyszłość. Jak trafiłeś do projektu Absolut Tracks? Zgłosiła się do mnie centrala Absoluta ze Szwecji. Podejrzewam, że szukali artysty z kręgu muzyki klubowo-elektronicznej, który byłby rozpoznawalny również za granicą, no i w sumie nie mieli za dużego wyboru (śmiech). Powiedz, jakie korzyści wynikają ze współpracy z taką marką jak Absolut. Czy zyskujesz coś więcej niż promocja własnej muzyki na imprezie organizowanej przez tak znanego sponsora? Jest to wspaniała promocja mnie i mojej twórczości ( http://www.absoluttracks.com/ ). Nagrałem dla nich utwór Absolut Sienkiewicz. Spędziłem kilka wieczorów z butelką Absoluta, która była pełna, a potem stała się pusta. Zsamplowałem odgłosy takiej butelki i użyłem jej jako hi-hatu. Z początku głowiłem się jak to zrobić, ale podczas opróżniania butelki przyszły właściwe inspiracje (śmiech). Czy tytuł krążka "Displaced" (dosł. "wysiedlony"), który nagrałeś w 2004 dla Cocoon odnosi się do konkretnej sytuacji w Twoim życiu? Tak, to możliwe, pewnie tak? Nagrywałem ten album będąc w Krakowie, w 2003 roku. Specjalnie wyjechałem, żeby się odciąć od warszawskiego klimatu, znajomych i miałem okazję wynająć bardzo ładne mieszkanie na starym mieście w Krakowie. Uciekłem od wszystkiego i mieszkałem tam sobie przez kilka miesięcy i pracowałem. Chciałem uciec od życia towarzyskiego, trochę odpocząć i w sumie uważam, że mi się to udało. A kim się w tej chwili czujesz: warszawiakiem czy obywatelem Europy podróżującym do pracy to i ówdzie? Na pewno jestem warszawiakiem, bo tutaj się urodziłem i spędziłem większość swojego życia, czego nie da się ukryć. Nie zwracałem na to specjalnie uwagi, a tworzę muzykę, na którą nie wpływa kultura danego kraju - jest to muzyka w pewnym sensie bez granic. Tak samo odbierają ją ludzie na całym świecie. To muzyka ponad podziałami geograficznymi. Sądzisz, że taka muzyka mogłaby powstawać w środowisku małomiasteczkowym czy też wiejskim? Nie wiem (śmiech), mogłaby nie powstać, faktycznie. Na pewno jest to element kultury wielkomiejskiej. Może dokładniej nie jest to kultura wielkomiejska, ale skupiająca się wokół miast. Mimo wszystko wiąże się ona z pewnym zaawansowaniem technologicznym, specyficznym spojrzeniem na świat, nowoczesnym... Jak często obecnie wyjeżdżasz grać za granicą? To bardzo różnie. Tuż po wydaniu albumu grałem za granicą prawie każdy weekend, teraz jest troszkę luźniej. Postanowiłem sobie, że trochę odpocznę od imprez i grania przez najbliższe kilka miesięcy, bo mam zamiar otworzyć własny klub w Warszawie (Jacek zapowiadał, że klub zostanie otwarty pod koniec stycznia 2005, wywiad przeprowadziliśmy kilka tygodni wcześniej- P.N.). Możesz nam o nim opowiedzieć? Pewnie! Klub będzie nazywał się "1955", a nazwa wzięła się stąd, że będzie się on mieścił w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Pałac powstał właśnie w 1955 i przed wejściem do klubu jest taki oryginalny szyld kamienny z tą datą. Stanąłem sobie w tym miejscu i stwierdziłem, że tak będzie najprościej. Jest też fajna sprawa, że gdy klub zacznie działalność na początku 2005 roku, to będzie akurat 50-lecie Pałacu Kultury. Ten klub to także zakończenie pewnego etapu w karierze (choć nie lubię używać tego słowa), bo pomyślałem sobie niedawno, że około dziesięć lat temu kupiłem pierwsze winyle w Berlinie, pięć lat temu wydałem pierwszą płytę, więc ten klub jest zwieńczeniem pewnego etapu. Czy to, że jesteś znany w światku DJ-ów i producentów determinuje charakter tego klubu? Będzie to wyłącznie klub muzyczny? Tak, będzie to stricte muzyczny klub i wręcz weekendowy. Otwarty będzie tylko w piątki i soboty, będą to tylko imprezy taneczne. To, że jestem bardziej znany w światku producentów i DJ-ów w Europie będzie przynosić korzyści, bo będę ściągał do tego klubów wielu znajomych za mniejsze stawki, tylko przez to, że ich znam. Chcesz przez to powiedzieć, że na inaugurację możemy oczekiwać występu np. Svena Vaetha? Svena? Myślę, że może nie na otwarcie i nie w najbliższym czasie, bo w sumie chciałbym zobaczyć jak ten klub się rozkręci, ale jeśli się uda to w połowie roku można by coś takiego zrobić. Nie chcę na początek bukować takich super gwiazd, bo nie wiem czy będzie to funkcjonować. Na otwarcie na pewno będzie super gwiazda, ale nie chcę jeszcze nic mówić, bo nie mam tego potwierdzonego na 100%, a ponadto nie znam dokładnej daty otwarcia klubu, myślę, że będzie to w drugiej połowie stycznia 2005. Na koniec stycznia, 29 na pewno mamy Swayzak Live. Chciałbym wreszcie stworzyć miejsce, w którym mógłbym realizować swoje pomysły muzyczne, zapraszać gości których lubię i których cenię, a ponadto w którym mógłbym też grać, bo w Warszawie trudno mi znaleźć miejsce, w którym mógłbym regularnie grać. Namnożyło się mnóstwo klubów, ale są to kluby mało muzyczne, mało ukierunkowane na specyficzny rodzaj muzyki, bardziej na robienie pieniędzy po prostu, a nie rozwijanie jakiejś kultury. Chciałbym też mieć klub z dobrym nagłośnieniem, o co bardzo trudno teraz u nas. Wybrałeś już system nagłośnieniowy? Mam kilka propozycji od polskich firm, mam też znajomych zagranicą, w Berlinie, którzy nagłaśniali kilka znanych klubów elektronicznych w tym mieście. Mam parę opcji, do których się przymierzam, ale za wcześnie by o tym mówić. Klub jest niewielki, na trzysta osób, czy też mniej, więc nie będzie to olbrzymi sound system - chciałbym, by był dobrej jakości. Nie lubię wielkich molochów, wolę kluby na 200 do 400 osób, w których panuje lepsza atmosfera. Czy stanowisko DJ-skie będzie tradycyjne, czyli z samymi gramofonami, czy też planujesz zamontowanie odtwarzaczy CD? W tej chwili CD playery są standardowym ekwipunkiem w klubie. Ostatnio po raz pierwszy bawiłem się CD playerami Technicsa wzorowanymi na gramofonach i jest to świetna sprawa. Można grać z płyt CD tak jak z gramofonów, można tworzyć sobie banki z samplami i puszczać zapętlone sample, więc mają one jakby namiastki samplera. Jest mnóstwo zabawek elektronicznych na rynku, które można wykorzystywać nie tylko przy produkowaniu, ale i graniu muzyki. Przejdźmy do muzyki. W utworze Vintage Point z ostatniej płyty odkryłem dalekie nawiązania do muzyki z Basic Channell. Czy to jedno ze źródeł inspiracji? Nie wiem czy akurat w tym utworze, to znaczy ja się w to nie wsłuchuję, ale na pewno ta wytwórnia miała duży wpływ na to co robię. Właśnie gdy wspominałem o pierwszych wycieczkach do Berlina przed ponad dziesięcioma laty, to trafiałem do Hard Waxu, tego jeszcze malutkiego i kupowałem tam pierwsze płyty Chain Reaction i oczywiście najwięcej Detroit: Jeff Mills, Robert Hood na Tresorze i w sumie też się szczycę tym, że dziesięć lat temu pojechałem i kupiłem płyty, które teraz spokojnie mogę grać, że przez ten czas ani te płyty się nie zestarzały, ani mój gust się nie zmienił co w przypadku wielu DJ-ów nie jest częstą cechą. Wspomniałeś o Robercie Hoodzie - to kolejna inspiracja, o którą chciałem Cię zapytać... Przy tej płycie nie myślałem właściwie o tym... Mam na myśli raczej to, że to czego kiedyś słuchałeś gdzieś tam zostaje, w pewien sposób przefiltrowane... No to raczej przy początkach moich produkcji - sześć, siedem lat temu na pewno byłem pod dużym wpływem Roberta Hooda i twórców z Detroit, jak Juan Atkins i Underground Resistance. Jeśli już przy tym jesteśmy, to mniej więcej wtedy, gdy zostanie otwarty mój klub, wyjdzie moja EP-ka z utworami, które zrobiłem do spółki z DJ-em Highfishem, moim bardzo dobrym kolegą z Berlina. Nagrałem je Warszawie latem 2004 i zostaną one wydane w Detroit, na nowym sublabelu Underground Resistance - Soft Curls. Będzie to pierwsze wydawnictwo tej wytwórni i zwieńczenie, podobnie jak wspominałem wcześniej, pewnego okresu, bo po 10 latach u moich mistrzów wydaję płytę. Nie wiem czy dasz się sprowokować do dyskusji, ale patrząc z perspektywy czasu wydaje mi się, że produkcje Detroit techno i pochodne są właściwie elementarzem DJ-a czy fana, bo wiele stylów, które pojawiły w ostatnich latach, czy też miesiącach, to mody, które przeminęły natomiast produkcji z Underground Resistance czy Chain Reaction słucha się dobrze po dziś dzień? Tak, dokładnie, właśnie o tym mówię i o tym też wspominałem, mówiąc że płyty, które kupiłem 10 lat temu robią na mnie takie same wrażenie jak przed laty. Świetnie nadają się do grania i do słuchania. Ciekawe, że to wszystko wraca: patrząc na nowości w sklepach można zauważyć mnóstwo reedycji tych klasyków, jak Carl Craig czy Juan Atkins, tych płyt, które wychodziły co najmniej dziesięć lat temu w małych nakładach i stały się z czasem rarytasami. Tytułowy utwór Displaced to właściwie trzyczęściowa suita. Czy złożyłeś go w całość z trzech różnych, zrobionych niezależnie utworów, czy też od początku myślałeś o takim długim numerze? Hmm... Szczerze mówiąc to nie pamiętam (śmiech). Nie mam wzorów na robienie utworów. Czasem jest to impuls, pomysł, który od razu staram się przełożyć na dźwięki. Czasami siadam i mogę stworzyć utwór w jedną noc siedząc non stop i robiąc, a czasami jest wracanie do jednego zarysu i udoskonalanie pomysłu, co może trwać dla odmiany miesiącami. Ten utwór był jednym z tych, które robiłem długo i on po prostu "wydłużał" się i zaobserwowałem, że właściwie można byłoby z niego zrobić dwa lub trzy kawałki, ale postanowiłem stworzyć jeden, taki "monumentalny" z ciekawą końcówką, którą nagrywałem będąc w Krakowie. Są to odgłosy ulicy, szumy i trzaski, biegałem z mikrofonem wokół domu, ponagrywałem trochę takich dźwięków i stworzyłem utwór tytułowy. Często zdarza Ci się zbierać materiał na płytę w taki właśnie sposób, nagrywając coś z ulicy i potem przerabiając takie dźwięki? Nieczęsto, przyznam. Częściej generuję takie dźwięki w studiu, robię to z sampli, które generuję w studiu na instrumentach, a nie z dźwięków, które pochodzą z otoczenia. Oczywiście były takie momenty, gdzie takie dźwięki wykorzystywałem, ale ogólnie mówiąc rzadko mi się to zdarza. Puśćmy wodze fantazji i pomyślmy o futurystycznej koncepcji - możesz korzystać z nagrywarki plików i samplera, który jest podłączony do Twojego ucha i uruchamiasz go za każdym razem, gdy idąc słyszysz coś takiego - przyda ci się takie urządzenie? (ze śmiechem) No oczywiście, że chyba każdy chciałby mieć coś takiego. To kwestia jakie częstotliwości chciałbym rejestrować. Na pewno chciałbym mieć takie przenośne urządzenie i myślę o tym cały czas, ale mam ogólnie tyle rzeczy na głowie, że super mikrofon i przenośny rejestrator są na samym końcu rzeczy, które chciałbym sobie sprawić. Te rejestratory mp3 czy mini-dyski to jednak jeszcze nie to. W utworze Junto zawarłeś pośpiech uosabiany przez tempo, ale i odrobinę smutku, nostalgii. Pamiętasz co było inspiracją do powstania tego kawałka. Ten numer jak pewnie zauważyłeś zrobiłem wespół z osobą, która nazywa się Giro Aranja. To pseudonim mojego dobrego przyjaciela, producenta, zresztą bardzo znanego w Polsce, popularnego z innych stylów muzycznych, który znany z jednego bardzo znanego polskiego zespołu połowy lat 80. Mieli wielkie przeboje, grali taki electro-rock, patrząc z obecnej perspektywy. Nie zdradzałem jego nazwiska, ale teraz mogę powiedzieć, że chodzi o Igora Czerniawskiego z grupy na Aya RL. Znam go bardzo dobrze, często się spotykamy. Robi bardzo dużo rzeczy, teraz przeżywa chyba fascynację soulem i r'n'b, produkuje dużo takich rzeczy. Eksperymentował dużo z muzyką clicke'ową i elektroniczną. Znam jego mnóstwo rzeczy, ale niestety nie zostało wydane, materiału ma mnóstwo, ale to chyba bardziej temat na wywiad z nim. Wpadliśmy kiedyś na pomysł, żeby sobie porobić remiksy. Nagrał mi parę sampli, wykorzystałem także jeden, motoryczny, basowy sound, który wykorzystałem w tym utworze stworzony przez Igora. Całą resztę stworzyłem ja. W sumie dużo mu zawdzięczam, na początku pomagał mi dużo ze sprzętem, doradzał w wielu przypadkach. Bardzo go cenię i tę znajomość. Album ten ukazał się w wytwórni Cocoon. Jaki masz w niej status, nagrywasz dla nich albumy na zasadzie wyłączności? Tak, jest to wyłączność na albumy, ale nie jest to straszny kontrakt, jaki można czasem spotkać w dużych wytwórniach. Jest to kontrakt na albumy, ale podpisane moim nazwiskiem. Gdybym wymyślił sobie jakiś pseudonim i napisał, że jest on wyprodukowany przez mnie, to myślę, że nie byłoby problemu z wydaniem. Zresztą ja z nimi żadnych problemów nie miałem. Na razie w planach nie mam albumu, więc nie myślę o tym, a swobodę wydawania w innych wytwórniach czy w swojej mam pełną. Czy produkując utwory zastanawiasz się czasem, w której wytwórni to wydasz, czy bywa tak, że zakładasz nagranie utworu dla konkretnej wytwórni, o określonym brzmieniu? Na to też nie ma reguły. Ostatnio przestałem wydawać w innych wytwórniach niż Cocoon, teraz chciałbym się skupić na rozwoju własnej wytwórni Recognition. Było parę razy tak, że miałem kilka czy kilkanaście utworów i gdy ktoś mi zaproponował wydanie płyty to wybierałem z nich, dobierałem je pod kątem pewnej wytwórni. Tworząc muzykę nie myślę, gdzie to ma być wydane. Przeszkadzałoby mi to w procesie tworzenia, takie zastanawianie się. Siadam i robię to co mam w głowie, a później zastanawiam się co mogę z tym zrobić i czy zrobię, bo mam też wiele materiału, który nie ujrzał światła dziennego. Wiesz co... nie wiem... Nie myślę o tym. Następny album dla Cocoon nagram nie wcześniej niż za dwa lata. Na razie chcę sobie zrobić przerwę, ponagrywać dla własnej wytwórni. Mam propozycje z innych wytwórni, ale na razie nie palę się do tego. Chciałbym zrealizować nowe pomysły we własnej oficynie. Czy taka wytwórnia jak Cocoon płaci Ci z góry za album, otrzymujesz później również udziały od każdego sprzedanego albumu? Wiadomo, że są royalities i to jest chyba standard. Nie wydałem płyty, która nie byłaby w ten sposób rozliczana. Bierze się pewną zaliczkę, a potem otrzymuje się procent, większy lub mniejszy, to zależy od wytwórni, od sprzedanych egzemplarzy. W przypadku albumu są to większe kwoty, ale w przypadku singli winylowych są to bardzo małe pieniądze, bo tych płyt nie sprzedaje się dużo. Troszeczkę tak... Raz dbają lepiej, raz gorzej. Wydaje mi się, że moja pierwsza płyta dla Cocoon Records była większym sukcesem i była lepiej wypromowana. O drugiej było trochę ciszej. Było to trochę źle rozwiązane ze strony marketingowej. Wystąpiły pewne problemy natury technicznej z okładką. Wydanie trochę się opóźniło, płyta była reklamowana w gazetach i wysyłana jako demo, a ukazała się dużo później. To też miało trochę wpływ. Widać też trochę załamanie rynku jeśli chodzi o sprzedaż płyt CD, o czym wszyscy wiedzą od paru lat. Mimo, że teoretycznie jestem bardziej znany i powinno się sprzedać ich więcej, to sprzedało się tej płyty na CD mniej niż pierwszej. Jeśli ta płyta pojawia się jako promo CD w kilkudziesięciu egzemplarzach w różnych redakcjach, to niestety ktoś tam komuś skopiuje i pojawia się ona w internecie czy gdzieś, ale to widać ma znaczenie. Jak podchodzisz do rozpowszechniania muzyki przez internet? Są dwa różne aspekty tej sprawy. To, że ludzie słuchają tej muzyki i ją ściągają jest OK, mimo, że ja nie zarabiam na tym. Nie jestem za udostępnianiem tej muzyki w postaci mp3, które moim zdaniem niszczą jej jakość. Trudno, żeby 50-megowy plik skompresowany do 3 mega brzmiał tak samo. Ja jestem akurat takim producentem, który bardzo stawia na jakość i specyfikę dźwięku, jego kolory, barwy, szczegóły. MP3 zabija te szczegóły i w rezultacie ktoś może nieobiektywnie patrzeć na muzykę. Jest nowy album Ricardo Villalobosa, który gorąco polecam. Mój kolega ściągnął go z internetu, jeszcze przed premierą. Powiedział mi, że ściągnął, ja na to super, bo to nowość, jeszcze nie było wydania i nikt tego nie ma, ale on na to, że album jest strasznie nudny. Pomyślałem okey, mówiąc szczerze nie przesłuchałem tego nawet w mp3. Teraz słucham go na CD i moim zdaniem jest to majstersztyk i jest to w mojej ocenie najlepszy album 2004 roku! Ten album bazuje na mikroszczegółach, dynamice, smaczkach i w tym przypadku potwierdza się reguła, że dla tak wysublimowanej muzyki elektronicznej jaką jest minimal techno internet nie jest dobrym medium. Przejdźmy zatem do realizacji nagrań. Jakim arsenałem dysponujesz do generowania futurystycznych dźwięków? Arsenał nie jest wcale duży. Utwory, które do tej pory słyszałeś były nagrane na hardware, czyli na instrumentach, nie generowałem tych brzmień w komputerze, nie używałem instrumentów wirtualnych, a komputer służył mi głównie jako sekwencer z programem Cubase. To był starszy Cubase, chyba 3.0 czy 3.5. W tej chwili pracuję na programie Ableton Live, którego wyszła niedawno nowa wersja 4.0, która obsługuje midi i zastąpiła mi Cubase. To program banalnie łatwy, ale daje tyle możliwości do tworzenia własnego interface i swojego podejścia do pracy z nim, że w dalszym ciągu się go uczę, odkrywam tricki, które są niebywałe. Niesie ze sobą wiele możliwości improwizowania podczas grania na żywo, w moim przypadku szczególnie jeśli chodzi o loopy. Można w nim bowiem z loopem zrobić wszystko w czasie rzeczywistym, nie ma problemów ze zmianą jego długości, umiejscowienia początku itd. Posiada także bardzo dużo efektów, które kontroluje się w czasie rzeczywistym. W pewnym sensie współpracuję z tą firmą, bo od lat testuję ten program i jestem w dobrym kontakcie z firmą Ableton z Niemiec. Staram się ich reklamować, bo bardzo mi się podoba ich podejście do tworzenia software'u, jego udostępniania i współpracy z ludźmi. Na początku był to, jak sama nazwa wskazuje, program stworzony tylko do grania na żywo i improwizowania, a w tej chwili zastępuje każde urządzenie studyjne. Może być wykorzystywany zarówno do występów jak i normalnej pracy w studio. W studiu używam go np. do zgrywania sygnału z mastera w czasie rzeczywistym i od razu odtwarzam w tempie. Można samplować z tego co się gra!!! Wracając do instrumentów... Mam jeden sampler Yamahy, trzy syntezatory: dwa Rolandy, stare, ale nie analogowe, tylko cyfrowe JD 800, moduł JD 990, który jest jakby bratem tego JD 800, obydwa się nawzajem uzupełniają. Po drodze używałem też jeszcze paru innych syntezatorów, wypożyczonych czy kupionych przeze mnie. Były to m.in. Korg Prophecy, było parę analogów, jak SH 101, ale w nagraniu ostatniej płyty wykorzystałem oba Rolandy, o których wspomniałem, Novation K-Station, maszynę perkusyjną Rolanda R-8 Mk II. Mam mały mikser Mackie, który całkowicie mi wystarcza. Dużo pracowałem z samplerem: wielokrotnie samplowałem dźwięki z syntezatorów i poprzez resampling też stwarzałem nowe brzmienia na bazie syntezatorów. Mam parę efektów, jednym z ulubionych moich urządzeń w studiu jest urządzenie do masteringu DBX-a Quantum. To taka cyfrowa maszyna ze wszystkimi potrzebnymi rzeczami w środku, jak limiter, kompresor, bramka szumów, equalizer i innymi w jednym racku. Można zmieniać nią dynamikę grając na instrumencie, jest w niej tyle opcji i ustawień, bardzo lubię z nim pracować. Jak zgrywałeś tracki na płytę? Z instrumentów na komputer? Z niektórymi kawałkami było to tak, że nagrywałem je w studiu na tych wszystkich instrumentach, o których była mowa, przepuszczonych przez Quantuma. Później na przykład zgrywało się to na płytę CD, z płyty CD zgrywałem jeszcze raz do komputera, na edytorze sampli robiłem jeszcze jakieś malutkie korekty czy poprawki na Peaku, który jest na Maca. Po tej kosmetyce ten skończony kawałek jeszcze raz przepuszczałem przez Quantuma. Czy masterujesz sam nagrania, które wydajesz na winylu? Tak, jak wspomniałem jest to robione na komputerze, później przepuszczam to przez Quantuma, potem wysyłam to do tłoczni, a tam sami jeszcze to masterują, ale nie zlecam nikomu poprawiania swoich kawałków. Zadaniem tego, kto dostanie ten utwór jest jak najwierniejsze przeniesienie go na winyl, a nie jego masterowanie. Tak więc większą częścią masteringu zajmuję się sam. Sercem Twojego studia jest notebook Macintosha? Miałem już wiele Maców przenośnych, od G3 począwszy aż po tytanowego G4. Teraz mam najnowszego G4, z zegarem 1,5 giga i 1,5 giga RAM. Wraz z zakupem nowego komputera przerzuciłem się na najnowszą, dziesiątą wersję systemu operacyjnego. System jest rewelacyjny, ale nie jest jeszcze dobrze zgrany z najnowszym Abletonem Live. To są już szczegóły, bo lepszego systemu w życiu nie widziałem. Mam kartę zewnętrzną firmy RME, to Hammerfall Multiface. To kara przenośna, podłącza się ją przez PCMCIA do komputera. Ma osiem wyjść analogowych i osiem wejść, cyfrowe wejście i wyjście, ADAT i inne. To karta świetnej jakość, ma 24-bitowe przetworniki, jedna z lepszych. Na jakich odsłuchasz pracujesz? Jak często korzystasz ze słuchawek? Nie pracuję w studiu w słuchawkach, używam ich tylko na imprezach. Pracuję na monitorach Dynaudio BM-6. Rozmawiał Piotr Nowicki Wywiad przeprowadzony dla http://www.recognition.pl/ Komentarze (0)
![]() Napisz Komentarz
|
| LAST_UPDATED2 |





