|
Po raz kolejny miesiąc marzec rozpoczął klubowy rok w wykonaniu agencji MDT. W bydgoskiej Hali Łuczniczka, dokładnie w przeddzień Dnia Kobiet odbyła się edycja trance`owej imprezy EnTrance. W tym roku gród nad Brdą odwiedził m.in. Gareth Emery, Greg Downey, Sied van Riel oraz duet Kyau & Albert. Było tanecznie, energetycznie, kolorowo, laserowo... przyzwoicie (w jak najbardziej dobrym tego słowa znaczeniu).
 Nie wiem czemu polscy artyści są tak dyskredytowani... O ile można zrozumieć umieszczanie zagranicznych gwiazd w środku nocy, to jednak godzina 19:00 nigdy nie sprzyja dotarciu mi na czas na miejsce... Nie inaczej było i tym razem, przez co naszą ekipę ominęły sety dwóch Polaków występujących 7. marca na evencie EnTrance - Fafaq i Jay`a Bae. Nie mniej jednak wypytując się potem obecnych na tych miksach, dowiedzieliśmy się, że godnie rozpoczęli balety w Łuczniczce serwując kawałki takich postaci jak Rank 1, Alex Morph czy Johen Miller. Bydgoska hala i coroczny, jeden w pierwszych w roku eventów EnTrance przywitał nas jeszcze koło wejścia potężnie niosącym się niedaleko Brdy Roadkill. Szybka akredytacja, małe zwiedzanie obiektu i orientacja, któż to uraczył klubowiczów kultowym już kawałkiem od Dubfire. Za konsoletą stał Steve Mulder, który chwilę potem wywołał "dziki szał" trackiem Funkagendy, kiedy to tysiące gardeł jak jeden mąż krzyczało: "They know what is what, But they don't know what is what, They just strut. WHAT THE FUCK?". Generalnie Mulder zagrał naprawdę energetycznie, co potwierdzały nawet osoby, które zazwyczaj z muzyką trance`ową do czynienia nie mają. Sam Steve świetnie bawił się także po swoim występie. Latał to tu, to tam, raz nawet widzieliśmy go w strefie gastronomicznej gdzie rozmawiał z klubowiczami. A skoro zakotwiczyliśmy w strefie gastro warto opowiedzieć trochę o samej organizacji. Tak jak to w Łuczniczce bywa: mega dużo miejsca, siedzenia, zero kolejek, dwa wielkie bary z cenami... z barów. No może 2,3 złote drożej. Ale i tak rozsądnie! Scena? Całkiem zgrabna jak na event, nie będący przecież asem w rękawie agencji MDT. Dużo świateł ustawionych w dwa duże kwadraty no i tradycyjnie spora ilośc laserów rozstawianych także po bokach. Na samym początku były zielone, czerwone i niebieskie, później, te ostatnie nie były eksponowane prawie wcale (dlaczego?!). Generalnie wszystko, jak to mówią: "pięknie, ślicznie". Kolejnym artystą, a w zasadzie duetem na scenie był Kyau & Albert. Panowie grali sporo swoich produkcji (m.in. :Be There 4 U" czy "Hide & Seek"). Było upliftingowo, "arminowo" ("What If" i "Unforgivable"), miło i przyjemnie. Tuż po Kyau i Albercie za konsoletą staną Gareth Emery (na zdjęciu), który nie oszczędzał swoich sił, raz po raz machał rękoma, krzyczał, gwizdał i bawił się na całego mając świetny kontakt z publicznością. Nie omieszkał rozpieścić jej "That Is The Silence" od Delerium, "Rain" Armina czy kawałkiem "Face Value" od Jochena Millera. Na swoje tracki postawił za to Sied Van Riel, który raz po raz chwalił się zgromadzonej publiczności swoimi produkcjami. "Contrasts", "Rush", "Riel People Know" to tylko niektóre z nich. Oprócz tego pojawił się Paul Van Dyk i jego "New York City" czy Ferry Corsten ("Made Of Love"). Totalnym zaskoczeniem było rozpoczęcie w wykonaniu Grega Downey`a. Prodigy i "Omen" w remixie Noisia totalnie zszokowało! Później przyszedł czas na Sama Sharpa, Underworld i kawałki samego DJ-a (Stadium i King Dong). Ponownie pojawiło się także Prodigy, tym razem z "No Good". Aaa! Właśnie! Odwołuję słowa z samego początku relacji, przecież na końcu mieliśmy także polski akcent - duet Sound Players. Panowie zaserwowali pare klubowych klasyków: "Sunglasses At Night", "Around The World" Daft Punk... Pojawił się Marco V, Roland Van Gelderen i kilka produkcji samego duetu. Najogólniej rzecz biorąc agencja MDT stanęła na wysokości zadania. EnTrance był bardzo przyzwoitym eventem dla wszystkich fanów tych brzmień jak i dla tych spragnionych dobrej zabawy. Tak się złożyło, że ostatnią imprezą masową, na której byłem osobiście, był EnHouse, dlatego w pewnym momencie miałem wrażenie, że jestem na drugiej odsłonie kilka dni później. Zresztą - równie udanej. Może więc czas na jakiś wakacyjny EnTech? ;-)
 |