Oficjalnie patronujemy

Imprezy nadchodzące

EnHouse - relacja z fotkami PDF Drukuj Email
Dodał Danny   
Poniedziałek, 04 Styczeń 2010 20:47
Jeżeli 26. grudnia podczas imprezy EnHouse zastanawialiście się, co za ludzie bawią się jak szaleni na strefie chillout to już spieszymy z odpowiedzią. Choć w sumie powinno to być jasne jak puszczanie Kevina w wigilię, to jednak rozwiewamy wszelkie wątpliwości: naturalnie była to ekipa portalu technoparty! Strasznie ciężko nam obiektywnie opisać kolejną imprezę spod szyldu MDT, ale wszyscy, którzy wróżyli świątecznemu baletowi porażkę mogą czuć się rozczarowani.
 
Czemu relacja zaczyna się od małej wizyty na "zapleczu"? Między nami mówiąc akurat tam trafiliśmy na muzykę, która nas porwała. Świetny, energetyczny set dj-a Halle w klimacie... drum and bass, sprawił, że zakwasy leczymy do dziś. W głowie rodzi się natomiast myśl, że to naprawdę niesamowite, że prawie każdy tej nocy mógł znaleźć coś dla siebie. Na main, czy nie na main? Czy to aż tak istotne? Brawo dla tych, którzy zaopiekowali się muzycznymi malkontentami!
 
Uwierzcie, że na głównej było ciężko. Słowo "house" zawsze będzie kojarzyć się nieco inaczej. Jeżeli wśród muzycznych fanatyków rodzi się dyskusja czym tak naprawdę różni się EnHouse od EnTrance, to są powody do myślenia. Techniczne różnice w tempie, czy strukturze kawałków są dla nas zauważalne, jednak house, który można określić mianem "halowy" dość konkretnie miażdzy, a nam, po świątecznych trudach, śniły się dzień wcześniej raczej melodie...

Nie mniej jednak, co gust - to inny. Scena z trzema wielkimi gwiazdami budziła na pierwszy rzut oka bardzo pozytywne wrażenie. Nie było gigantycznych monitorów, grzybów na środku parkietu czy świetlnych fontann. To nie jest impreza tego typu. Była za to spora, dobrze nagłośniona scena i solidne oświetlenie. Na lasery trzeba było raczej czekać niż podziwiać, ale kiedy już rozbłysnęły to naprawdę magią kolorów. Ci, którzy bali się, że wszystko będzie robione na szybko i z obolałbym po świątecznym karpiu brzuchem, zostali uspokojeni. Pod względem technicznym i organizacyjnym agencja spisała się... po prostu tak jak zawsze: pozytywnie.
 
 
 
Nieco mniej pozytywnie wypadli naszym uchem artyści, choć wielu klubowiczów było zachwyconych ich "miażdzeniem" (choć naturalnie nie było ono regułą). Najlepszego seta wieczoru zaserwował nam chyba James Harcourt, który od samego początku zdawał się być tym, który "gra swoje".

Choć ominął nas set dj-a W oraz Sebastiana Sanda, to nie mogąc oprzec się ciekawości przeprowadziliśmy szybką sondę. "Zagrali "Kursk"?" "Zagrali!". Czyli "na Zachodzie bez zmian", że tak to ujmiemy. I cieszy nas fakt, że nie dość, że Polacy grają polskie utwory to ludzie do tego świetnie je kojarzą. W secie Polaków nie zabrakło także niezmiernie popularnego ostatnimi czasy w naszym kraju Jorisa Voorna.
 
 
 
Bezapelacyjnym numerem jeden wszystkich przybyłych był występ duetu Dada Life, który zasłużył się zgromadzonej w Bydgoszczy publiczności nie tylko muzycznie, ale także osobiście. Panowie szaleli, zabawiali tłum i grali ciężarne numery, nie stroniąc jednak od nowości opakowanych w ciekawe aranżacje. Gdzieś przeleciało "Pjanooo", gdzieś "Heartbreaker". Koniec z poczuciem humoru zwieńczył track z... bajki. 
 
Odnośnie "końców" to nie wszyscy artyści pokusili się o słuchanie występów swoich poprzedników, o czym najlepiej świadczy fakt iż dwukrotnie podczas tej nocy na "gorące pożegnanie" zaserwowano "Born Slippy". Nie mniej jednak: klasyki wciąż za mało! 
 
 
 
 
Mimo wszystko możemy się założyć, że wielu z Was najbardziej interesuje frekwencja eventu... Nie da sę ukryć, że to olbrzymia zagadka, zarówno przed jak i po EnHouse. W końcu drugi dzień świąt to termin idealny dla ludzi mieszkających raczej bliżej niż dalej, a po imprezie w internecie można wyczytać opinie od "w sam raz" po skrajne "totalna klapa". Naszym zdaniem? Wchodząc na halę z naszego wejścia zauważyliśmy pustą szatnię i pusty korytarz. Szok był realnie realny. Natomiast pozostałe korytarze żyły już sobie swoim własnym, eventowym życiem. Wielu narzekało na wprowadzone przez MDT żetony, ale nie zarejestrowaliśmy nawet pięcioosobowej kolejki w żetonowym okienku. Po napoje czy jedzenie też nie trzeba było długo czekać. Parkiet z poziomu parkietu wydawał się pustawy, ale z trybun wyglądał przyzwoicie. Jednym słowem tak... "minimalnie za mało w sam raz".  Semantyka z technoparty ;-).
 
 
 
MDT gratulujemy odwagi za kreowanie eventów w tak oryginalnym terminie. Ludziom gratulujemy dobrej zabawy (dużo parkietowej przestrzeni sprzyja co niektórym ;-) ). Artystom w nowym roku życzymy więcej house`u w housie. Albo popsutych potencjometrów od basu, by zostało w utworze coś jeszcze oprócz niego. I wierzymy, (a raczej czekamy), że zobaczymy się w Łuczniczce w 2010.
 
 
 
(zdjęcia: Paulina Owczarek)
 
 
 
Komentarze (2)Add Comment
0
...
Napisane przez panna sz., 04 styczeń, 2010
no i doczekałam się relacji na mym ulubionym portalu smilies/wink.gif nie byłam więc nie ocenię wiarygodności i nie zestawię z tym, co sama sądzę i sama widziałam smilies/wink.gif pozostaje mi wierzyć na słowo smilies/smiley.gif a czytało się dobrze i bezboleśnie - chcemy więcej !
0
...
Napisane przez BecameOne, 10 styczeń, 2010
Ładna relacja, aczkolwiek czegoś mi jeszcze brakuje. Trzeba było być bardziej wylewnym Danny smilies/wink.gif

Napisz Komentarz
mniejsze | większe

busy
 

Banner